Jakoś do tej pory nie wybierałam nigdy książki roku,
nie było mi to do niczego potrzebne. Jeśli jednak miałoby się to zmienić, to
już teraz mogę przyznać, że najpewniej książkę 2017 roku już znalazłam. Wiele
bowiem wskazuje na to, że taki tytuł powinien należeć do Historii światła
Jana Němca (Książkowe Klimaty, Wrocław 2017).
Historia światła to powieść,
niejako wariacja o życiu artysty poszukującego w sztuce prawdy, odważnego,
przełamującego tabu, wielu szokującego czeskiego fotografa, który swoją
profesję przeobraził w wielką sztukę – o Františku Drtikolu. I od razu
chcę zaznaczyć, że sama ta opowieść o życiu to poukładany zbiór pięknych
obrazów, fotografii, uchwyconych przez autora chwil i ujęć bogatych w detal,
momentami w secesyjny ornament, ale nigdy przeładowanych zbędnymi dodatkami.
Właśnie takim sposobem przedstawienia świata ujął mnie Němec już od samego początku,
kiedy to mały František wraz z przyjacielem i jego ojcem stworzyli gliniane
zniekształcone ludzkie figurki, które potem proroczo skończyły w ogniu (wkrótce
w Przybramiu w kopalni srebra wybuchł pożar, w którym życie straciło ponad 300
górników). Tylko František uratował swojego ułomnego Adama.
Dzień przed tym, kiedy to się stanie, siedzisz przy stole w górniczej chałupie na obrzeżach Przybramia. Po drugiej stronie izby stoi biały kredens z obtłuczonym fajansem i stara malowana szafa. Na ścianie wisi święty obrazek, błogosławieństwo i drewniany krzyżyk z dwóch deszczułek przewiązanych zardzewiałym drutem. Płachty prania rozciągnięte na sznurze nad piecem przypominają raczej szmaty do podłogi, choć podłoga potrzebuje przede wszystkim łatania: spod desek słychać chrobot myszy i innych tworów kryjących się w szczelinach, zakamarkach i kątach. Na oparciu krzesła wisi przepocony roboczy szachciok, a na nim poplamiona skórzana łata (s. 11).
Trochę ci ich szkoda, jednego kocmołucha z popękaną nogą udaje ci się ocalić, ale dalszych sześciu kończy w płomieniach, są jeszcze wilgotni, aż zasyczy.Swojego okopconego Adama pieczołowicie owijasz starą gazetą i ruszasz do domu. Po ulicy już chodzi latarnik, wleczesz się za nim z jednego krańca ulicy na drugi, lampy przed tobą zapalają się jak boje świetlne (s. 17).
Fotografia nie była dla Drtikola miłością od
pierwszego wejrzenia. Gdy już terminował u miejscowego fotografa, zmuszony do
tego przez ojca i brak postępów w nauce, mówił:
Fotografia w porównaniu z malarstwem jest taka tępa, to taka głupia służka rzeczywistości, kolorowanka dla idiotów, którzy nie mają żadnego twórczego talentu (s. 81).
![]() |
1. Secesyjny obraz Drtikola |
Bo to właśnie malarstwo było dla Františka pierwszym
wyborem. Od chwili, gdy dostał od ojca białego koh-i-noora, pragnął wydobyć z
niego wszystkie obrazy, które jak wierzył, znajdowały się w graficie. Tragiczny
pożar, który dotknął Przybramie, nie tylko odbił się na chłopcu grozą śmierci,
ale również poruszył jego wrażliwą duszę – powstają szkice przedstawiające
koszmar zaistniałej sytuacji. Pojawił się też tajemniczy Augustin Žlutický –
żywy człowiek, duch?, który z białego ołówka odczytał Františkowi jego
przyszłość, a w niej wspaniałe płótna i gibką kobietę. To wszystko sprawdzi się
wiele lat później.
Magię fotografii Drtikol odkrył na studiach w
Monachium. Tam, prowadzony przez wrażliwych i czułych na sztukę przewodników –
swoich wykładowców, dostrzegł w fotografii te same wartości i to, że porusza te
same najczulsze struny ludzkiej duszy, co literatura i malarstwo. A może nawet
i więcej. To właśnie tu poczuł, czego w życiu chce – żeby podążać za słowami
jednego z profesorów i żeby być „dobrym pasterzem światła”.
Monachijskie sukcesy nie przeniosły się na sukcesy w
Przybramiu – okazało się one zbyt zamknięte na fotograficzne eksperymenty z
nagimi modelkami, a zwykłych fotografów była tam już wystarczająca liczba.
Dopiero wyjazd do Pragi przyniósł owoce. Założone tam atelier na ostatnim
piętrze kamienicy stało się na niemal resztę życia Františka miejscem pracy,
wielkich sukcesów, fotograficznych eksperymentów, a także domem, jaskinią,
miejscem ucieczki przed innymi. Praga pozwoliła mu rozwijać swoje pragnienia
fotografa i człowieka. Zyskał sławę i uznanie, które przed wielu laty zobaczył
w jego ołówku Žlutický – jego „wspaniałe płótna” zdobiły nie tylko czeskie
wystawy, ale również zagraniczne, odnosząc sukcesy.
![]() |
2. Sekretny eksperyment - ukrzyżowanie |
Co do gibkiej kobiety, która również pojawiła się w
wizji strażaka-widma, ją także dała mu Praga w postaci sporo młodszej od niego
tancerki Ervy. Zresztą związki fotografa z kobietami to kolejna ciekawa ścieżka
jego rozwoju. Bliska relacja z siostrą Emą, z którą w dzieciństwie czytali
Verne’a i inne książki. Pierwsze tajemnicze uniesienia erotyczne, gdy jako
chłopiec obserwował w lesie kołyszące się piersi młodej dziewczyny. Niewinna
relacją z uroczą altwolistką Evą, której gra umilała mu nużącą pracę w atelier
Mattasa. Później, już w Pradze, zakochanie w rozkapryszonej, dziecinnej i
niezdecydowanej Elišce Janskiej. Ten dziwny związek-niezwiązek to jedno z
boleśniejszych doświadczeń Františka. Listy pisane do niej w czasie I wojny
światowej to przejmujący, tkwiący we mnie do tej pory, obraz miłości
mieszającej się z nienawiścią, pogardy i pragnienia. Później małżeństwo ze
wspomnianą już Ervą Kupferovą – związek, który choć zaowocował ślubem i córką,
nie miał szans na przetrwanie. Dwie silne osobowości, mijające się pragnienia,
oszustwo, zdrada – to nie mogło się udać. Prawdziwe wyzwolenie, choć na kilka
chwil, dały mu intymne spotkania z modelką Sofią, gdy całował jej ukrzyżowane
łono.
Historia światła to
oczywiście powieść o życiu, ale także o przeżywaniu, doświadczaniu i odkrywaniu
własnych pragnień. Jan Němec, w świetnym stylu, zaskakująco, sięgając po
drugoosobową narrację, malując swoje wspaniałe obrazy słowem, pokazał drogę
człowieka poszukującego w świecie swojego miejsca, smakującego świeżą wanilią i
crème brûlée światła, które ostatecznie odnalazł w buddyjskim mistycyzmie.
Czeski pisarz pokazał życie jednostki w obliczu mniej lub bardziej zależnych od
niej samej zmian, a także zmiany, jakie dotknęły całe zbiorowości – ustrojów
politycznych, dominujących poglądów, wreszcie prądów panujących w sztuce: od
pełnej pięknych ornamentów i symboli secesji (u Drtikola uchwyconej w
fotografiach przedstawiających Salome z głową Jana Chrzciciela i przywiązanych
do krzyża nagich modelek) po futuryzm z jego ryczącym samochodem piękniejszym
od Nike z Samotraki (który również znalazł odzwierciedlenie w twórczości
fotografa). Zmiany są nieodzownym elementem naszego rozwoju, wypełniły więc
artystyczną i życiową drogę Františka, wpływając na niego w każdym
elemencie jego życia – od miłości po sztukę.
3. Zwrot ku futuryzmowi
|
Historia światła siedzi we
mnie i siedzieć będzie zapewne długo. Wracam też do jej fragmentów, by na nowo
móc cieszyć się takimi słownymi polaroidami jak np.:
Usta ma lekko rozchylone, a jego długie czarne rzęsy delikatnie drgają. Na lewym policzku ma wielkie znamię, za kilka lat zacznie przeszkadzać nu podczas golenia, ale teraz jego twarz jest jeszcze chłopięca, blada, delikatna (s. 47).
Choć pod koniec książka traci nieco na sile, nie
wpływa to na mój nią zachwyt. Nawet wyłapywanie pojawiających się gdzieniegdzie
literówek i błędów zrzucam na moje zboczenie zawodowe i szybko o nich zapominam
w obliczu tak bogatej i budzącej wachlarze uczuć treści.
Za książkę dziękuję pani Magdalenie Petrynie i wydawnictwu Książkowe Klimaty.
Zdjęcia:
1. http://theredlist.com/wiki-2-16-601-797-view-pictorialism-profile-drtikol-frantisek.html
2. https://pl.pinterest.com/pin/383931936958605338/
3. http://www.dreamtheend.com/?attachment_id=11184&rand=49
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz