sobota, 19 stycznia 2019

Na dobre i na złe? - Tayari Jones, "Nasze małżeństwo"


Nasze małżeństwo (Kraków: Wydawnictwo Otwarte, 2019, tłum. Aleksandra Wolnicka) jest historią związku afroamerykańskiej pary, a w zasadzie jego powolnego rozkładu. Celestial i Roy to małżeństwo z osiemnastomiesięcznym stażem. Ona realizuje się artystycznie, robiąc lalki wzorowane na ukochanym, poupées, on jest rozwijającym karierę przedstawicielem handlowym wydawnictwa. Pewnego tragicznego dnia Roy zostaje oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił, i mimo zeznań żony trafia do więzienia z wyrokiem skazującym go na dwanaście lat odsiadki, po pięciu zostanie oczyszczony z zarzutów. Para zostaje postawiona przed tragicznymi wyborami, a ich związek wystawiony na ciężką próbę. Próbę związaną nie tylko z kilkuletnią rozłąką, ale też z konfrontacją bohaterów po wyjściu Roya na wolność.

Historię pary oraz samych głównych bohaterów poznajemy przede wszystkim z perspektywy Celestial i Roya, miejscami w opowieść włączony zostaje głos ich przyjaciela Andre. I, co okazało się dość ciekawym zabiegiem narracyjnym, nie poznajemy jej chronologicznie, ich historie rodzinne, motywacje i początek związku poznajemy później. Autorka miesza też rodzaje narracji, część książki stanowią listy małżonków wymieniane między nimi w czasie ich rozłąki. I to one właśnie są dla mnie najciekawsze w powieści i najwięcej mówią o Celestial i Royu jako parze. 

Decyzje podjęte przez Celestial podczas pobytu jej męża w więzieniu, ich wzajemne relacje w tym czasie oraz po uniewinnieniu Roya to jedno. Samo skazanie mężczyzny i kilkuletnie przymusowe rozstanie z pewnością odcisnęło piętno na związku, ale tak naprawdę to listy, które do siebie wysyłali, pokazują na jak słabych fundamentach zbudowana była ta relacja, jak bardzo małżonkowie nie potrafili, nie chcieli się porozumieć, jak wiele ich różniło, jak bardzo każde z nich było skupione na sobie samym, a nie na małżeństwie jako parze.  Czy można tym usprawiedliwić późniejsze wybory, nie wiem. Ale też dzięki temu, nie możemy sobie pozwolić na jednoznaczne osądzenie obojga.

Nie mogę się zgodzić z opinią Baracka Obamy zamieszczoną na okładce, że to niesprawiedliwy wyrok zniszczył młode małżeństwo. Nie mogę się też zgodzić ze stwierdzeniem Toma Perrotta, że nikt tu nie zrobił nic złego. Bohaterowie robią złe rzeczy, kłamią, krzywdzą się nawzajem i nie są wstanie się do tego przyznać nawet przed sobą. Irytowało mnie dość mocno, nawet złościło, ich zachowanie, a przede wszystkim ich stosunek do tego, co się stało. Liczenie się tylko z tym, co ja czuję, czego ja potrzebuję i pragnę. Odrzucenie jakiejkolwiek odpowiedzialności i zero poczucia winy. Sytuacja, owszem, nie sprzyjała stabilności emocjonalnej, ale momentami naprawdę miałam dość oraz wielką ochotę  mocno potrząsnąć tymi ludźmi i zapytać, co oni sobie myślą. Tak, sporo emocji we mnie się kotłowało przy tej lekturze.
 
Oprócz samej historii małżeńskiej książka miała potencjał rozwinięcia wątku nierówności rasowych i szkoda, że autorka w pewnym momencie zaniechała tego interesującego tematu. To, że Celestial i Roy są afroamerykańskim małżeństwem miało duże znaczenie zarówno w kontekście ich dorastania (każde z nich miało zupełnie różne warunki rodzinne), ich życiowych wyborów, jak i samego aresztowania Roya i motywacji kierujących skazującymi go. Niestety, kwestia przycichła, co sprawiło, że Nasze małżeństwo nie jest ani całkiem opowieścią o afroamerykańskiej parze w Ameryce, ani też całkiem powieścią uniwersalną, co trochę obniża jej wartość.

Niemniej książka Tayari Jones to dobra, bogata w emocje, choć pozostawiająca uczucie niedosytu proza. To, jasne, przede wszystkim opowieść o rozpadzie związku, ale też o innych relacjach – rodzinie, przyjaźni. Mimo że czyta się ją wartko, bo historia wciąga, nie jest to przyjemna lektura, ale jak sądzę, wcale nie miała taka być. Miała raczej poruszyć, dźgnąć tu i tam, wywołać emocje. U mnie je wywołała, ale nie jestem pewna, czy do końca takie, o jakie mogłoby chodzić autorce.

Z ciekawostek, a być może kogoś kuszą takie rzeczy, powieść była nominowana do National Book Award 2018, a książką, oprócz Baracka Obamy, zachwyciła się także Oprah Winfrey, która podobno (jak głoszą wieści) chce zrobić z niej film. Ale czy chciałabym go obejrzeć? Nie jestem taka pewna.  

Premiera książki 31 stycznia 2019 r.
Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję pani Ewie Sajek i Wydawnictwu Otwarte.

2 komentarze:

  1. I teraz mam mieszane uczucia byłam napalona, ale oczekiwałam takiego wow, a tu widzę, że nie wszystko jest na piątkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na piątkę nie jest, ale to i nadal dobra książka. Może bez wielkich oczekiwań sprawi Ci więcej przyjemności niż z nimi. Pozdrawiam :)

      Usuń