piątek, 5 kwietnia 2013

Aleksandria, rewolucja, opowieść

Literatura afrykańska nie jest moją mocną stroną. Nie są to tereny, w które się zapuszczałam, a jeśli już to sięgałam przede wszystkim po pisarzy południowoafrykańskich, takich jak J. M. Coetzee, którego mocno cenię (i którego prawidłową wymowę nazwiska poznałam w zeszłotygodniowym "Tygodniku Kulturalnym";)). Zapewne dlatego, że choć to oczywiście i tak obca rzeczywistość, to jednak zdecydowanie bliższa europejskiej. Ale ponieważ nie odcinam się od żadnej literatury (jeśli chodzi o jej pochodzenie), to chętnie sięgnęłam po Pensjonat Miramar Nadżiba Mahfuza (Smak Słowa, Sopot 2012), którego akcja rozgrywa się w Aleksandrii. 


W tytułowym pensjonacie prowadzonym przez Greczynkę, która po rewolucji Naserowskiej nie opuściła wraz ze swoimi rodakami Aleksandrii, ale czując się mocno zakorzenioną w Egipcie postanowiła tu zostać. Nie można się zresztą dziwić, że czuła się związana także z samym pensjonatem, prowadziłam go bowiem jeszcze przed II wojną światową. Gościła w nim wtedy klientów najwyższej klasy, równie bogatych, co utytułowanych. Z czasem miejsce traciło na wartości i w chwili rozgrywania się akcji powieści mieszkali w nim głównie studenci, turyści i znajomi Miramar. Sama kobieta początkowo  budzi sympatię, ale jej poglądy i zachowanie burzą ten wizerunek. Nie da się ukryć, że to postaci zamieszkujące pensjonat stanowią jądro opowieści Mahfuza. Zresztą wydarzenia opisane zostały z perspektywy czterech z nich. Pierwszym i ostatnim narratorem jest Amir Wadżi, emerytowany dziennikarz, dawny przyjaciel Miramar (ale nigdy kochanek!). To człowiek, który wiele doświadczył, wiele widział i to on jest przedstawicielem pokoleniowej mądrości oraz życzliwości na świata. Ma za sobą lata buntu i teraz może ze spokojem przypatrywać się rzeczywistości. Kolejną osobą, z której punktu widzenia poznajemy wydarzenia jest młody arystokrata Husni Allam, którego głównym celem jest korzystanie z życia i wszelkich przyjemności, jakie ono oferuje. Do codzienności należy seks z przypadkowo poznanymi kobietami, wizyty w burdelach i alkohol. Nie brzmi zachęcająco, ale przynajmniej jest szczery, jeśli Mansur Bahi, młody komunista, który dzięki niechcianej pomocy brata ubeka uniknął aresztowania i musi zmagać się z oskarżeniami o zdradę, rzucaną mu przez dawnych przyjaciół. To także jedna z najsmutniejszych postaci. I wreszcie Sirhan al-Buhajri, typowy karierowicz, który chce skorzystać na rewolucji, wbrew pozorom dbający tylko o siebie i budzący we mnie silna odrazę. W pensjonacie pojawił się także Tulba Marzuk (były kochanek!), który stracił majątek w wyniku rewolucji i zostawał pod policyjnym nadzorem. Motorem całej akcji jest, jakżeby inaczej, młoda dziewczyna, Zuhra, która pojawiła się w pensjonacie, uciekając ze wsi, po tym, jak dziadek chciał ją wydać za starca. Nie trudno się domyślić, że jej obecność wywoła niemałe zamieszanie, wiążące się z historią miłosną. Nie jest to jednak uległe i trzpiotowate dziewczę. Swoją siłę Zuhra udowodniła, nie tylko nie godząc się na wymuszone małżeństwo. To młoda kobieta mająca marzenia i świadomie dążąca do ich realizacji. 


Nadżib Mahfuz
Wydarzenia opisane w książce to historia Egiptu z lat pięćdziesiątych XX w., dotycząca przede wszystkim rozterek i sytuacji politycznej po rewolucji Naserowskiej. Co najważniejsze, nie jest to obraz jednowymiarowy. Dzięki zgromadzeniu w jednym miejscu – pensjonacie, przedstawicieli różnych grup społecznych, Mahfuz zdołał pokazać odczucia i poglądy całego egipskiego społeczeństwa.  A jest to oczywiście kolorowa mieszanka. Od tych, który przeżyli niejedno, doświadczonych przez różne przewroty, po tych żyjących nadzieją na zmiany. A wśród nich oczywiście Ci, którzy żyją dniem dzisiejszym, mniej lub bardziej dbając o innych. Pensjonat Miramar to także spojrzenie na sytuację polityczną tamtych czasów. Przybliżenie problemów, z jakimi borykało się (i niejednokrotnie nadal boryka) egipskie społeczeństwo. Co najważniejsze, mimo że opisywane wydarzenia się raczej obce dla czytelnika niezaznajomionego z tematem, to całość daje wrażenie klarowności. Mahfuz konstruuje zdania z prostotą, nie zamęcza faktami, a jednocześnie tworzy barwną całość. Choć nie da się nie odgadnąć, których swoich bohaterów ceni, a których odrzuca, to nie na szczęście nie uderza w ton moralizatorski, pozwalając tej wielogłosowości mówić za siebie. Pojawiająca się w utworze kryminalna intryga nie dominuje nad całością, tocząc się spokojnie i pozwalając na ujawnienie w odpowiednim momencie. Spokój to zresztą, mimo wydarzeń, które do spokojnych z pewnością nie należą, odpowiednie słowo na określenie sposobu, w jaki autor opowiedział swoją historię. 


Książka jest godna polecenia z co najmniej kilku powodów. Przedstawienie porewolucyjnej Aleksandrii i przybliżenie czytelnikowi tamtejszych wydarzeń, prezentacja ciekawych i różnorodnych charakterów, społeczeństwa, a przede wszystkim przyjemność czytania to tylko niektóre z nich.

2 komentarze:

  1. Jeżeli chciałabyś bardziej 'głębiej' wejść a literaturę afrykańską (tę bardziej z Czarnej Afryki), to polecam autorkę nigeryjską - Chimamandę Ngozi Adichie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kingo, bardzo dziękuję za polecenie. Jak tylko będę miała okazję, na pewno spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń