sobota, 4 września 2010

Pamuk i tożsamość

Z Orhanem Pamukiem, a właściwie z jego twórczością miałam mały problem. Zaczęłam całkiem banalnie od bardzo niebanalnej powieści jaką jest Śnieg i pomyślałam, że facet umie pisać. Niestety, jakiś czas później przeczytałam nieszczęsne Nowe życie. Nie będę się teraz rozwodzić nad słabością tej powieści, ale to jedna z najmniej odkrywczych, interesujących i wciągających rzeczy, jakie czytałam. Ratowały ją tylko odniesienia kulturowe. Dałam więc sobie z Pamukiem spokój na bardzo długi czas, aż w końcu pożyczony mi został Dom ciszy. O tej powieści też nie będę się rozpisywać, muszę jednak o niej wspomnieć z kilku powodów. Po pierwsze, jest to bardzo dobra książka z interesującą i absolutnie nie nużącą fabułą. Po drugie, prosty, pozbawiony zbędnych ozdobników język oraz pierwszoosobowa narracja tworzą wyjątkową atmosferę, podkreślając zawiłe losy bohaterów i milczenie Fatmy. Po trzecie wreszcie, jednym z bohaterów tej powieści był historyk Faruk Darvinoglu, którego postać pojawiła się również w Białym zamku, którego post dotyczy.

Mianowicie Faruk jest autorem wstępu do powieści, którą dedykuje swojej siostrze Nilgun.Opowiada historię pracy nad odkryciem rękopisu Białego zamku i pracy nad jego tekstem. Spodobało mi się to nawiązanie, tym bardziej że w zakończeniu głos należy już do samego Orhana Pamuka, który tłumaczy, dlaczego dokonał takiego zabiegu, a ja przyjmuję to wyjaśnienie, oraz mówi o swoich inspiracjach przy pisaniu tej powieści.
Akcja Białego zamku toczy się w XVII wieku na tle licznych wojen tureckich, w tym wojny Turcji z Polską, znaczącej dla powieści. Jest to historia niezwykłego związku weneckiego niewolnika, który gdy był młodym chłopcem został uprowadzony przez Turków, z jego panem Hodżą. Oby łączy zamiłowanie do wiedzy i nauki, wspólnie poszukują nowych rozwiązań i dzielą się swoimi umiejętnościami. Co więcej, są do siebie niemal łudząco podobni fizycznie. 
Nie jest to łatwy związek. Wspólna praca przy pisaniu książek naukowych dla padyszacha, obliczeniach nad końcem zarazy, a przede wszystkim przy wspaniałej machinie wojennej rozgrywa się na tle wahań i załamań emocjonalnych każdego z nich, kłótni, wzajemnych wyrzutów. Jednocześnie przez te wszystkie lata rodzi się między nimi niezwykła więź i miłość. Hodża fascynuje się światem z jakiego pochodzi jego niewolnik, pociąga go szczególnie wielki pęd do nauki i wiedzy tamtejszych ludzi. Z czasem ich poglądy i pomysły przenikają się, tożsamości ulegają zatarciu.
Gdy budowa maszyny wojennej została zakończona, wyruszyli wraz z wojskami tureckimi na Polskę. Podróż nie była łatwa. Jeszcze bardziej ujawniła ich słabości, w Hodży wyzwoliła skrywane emocje. W końcu nieudane oblężenie białego zamku i potęgująca się nienawiść wojsk tureckich do ich maszyny i niewiernego niewolnika zmusza parę bohaterów do niezwykłego kroku. Nocą, wśród mgieł jeden z nich ucieka. 
Tureckie wojska przegrywają, armia wraca, a sułtan zostaje obalony. Jeden z bohaterów również powraca do Turcji, gdzie zaczyna wieść normalne życie, aż w końcu, nie mogąc uciec od przeszłości, spisuje powyższą historię i to właśnie z jego perspektywy poznajemy wydarzenia. Jednak historia nie zostaje wyjaśniona do końca. Gdy już jest się pewnym co się wydarzyło, pojawia się coś co niszczy nasze przekonania i nie pozwala na pełne wyjaśnienia.

Biały zamek jest wielce interesującą opowieścią i to nie tylko w warstwie fabularnej. Szczególnie ciekawe był dla mnie fragmenty tyczące się nauki, ludzkiej głupoty i ograniczeń. Pomysł z zaburzeniem tożsamości i bliźniaczymi bohaterami nie jest nowy, co zresztą autor w zakończeniu wyjaśnia, ale rozwiązany został w ciekawy sposób, zwłaszcza jeśli chodzi o relację między panem a niewolnikiem. To także ciekawa powieść historyczna. Wreszcie wraca Pamuk do rozważań na temat różnorodności kultury Wschodu i Zachodu i choć Turcy zostali przedstawieni jako zabobonni głupcy to jednak nie można powiedzieć o wyższości kultury europejskiej. Poszukiwanie tożsamości kulturowej nie jest łatwe i chyba nie jest do końca wg Pamuka możliwie.

Biały zamek jest krótką powieścią, ale bogatą w treści. Cieszę się, że tym razem Pamuk nie zmarnował pomysłu, jak to było w przypadku Nowego życia i  na pewno sięgnę po jego kolejną książkę. I chyba będzie to Stambuł.

5 komentarzy:

  1. Odkąd zaczęłam lekturę "Muzeum niewinności", wszędzie dostrzegam Pamuka. ;) Nie jestem wielką entuzjastką tego autora, ale jego książki były jedynymi z regału "nowości", jakie udawało mi się wypożyczyć w mojej bibliotece lokalnej, stąd też znam wszystkie wspomniane przez Ciebie powieści. Jestem, oczywiście, młoda i niedoświadczona, w dodatku czytając "Nowe życie", byłam jeszcze młodsza i jeszcze bardziej niedoświadczona, ale i tak przyznam się, że ta pozycja mnie wciągnęła. Głównie na poziomie fabularnym, zdaje się. "Biały zamek" też wspominam miło, lubię motyw sobowtóra w literaturze. W zasadzie najmniej podoba mi się czytane obecnie "Muzeum..." - przede wszystkim dlatego, że główni bohaterowie nie dają się lubić.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie właśnie fabuła dobiła w "Nowym życiu" :). Ale muszę przyznać, że jestem dość odosobniona w mojej ocenie tej powieści (i jestem z tego dumna;)).
    Jeśli chodzi o "Muzeum niewinności" to ze wszystkich książek Pamuka, które są przede mną na tę pozycję mam najmniejszą chęć.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiam się, czemu Pamuk zawdzięcza swoją popularność, skoro już nie po raz pierwszy spotykam się z zastrzeżeniami wobec jego prozy ("nie jestem entuzjastką tego autora", "to jedna z najmniej odkrywczych, interesujących i wciągających rzeczy, jakie czytałam"... Podobne stwierdzenia słyszałem juz wielokrotnie, co raczej nie zachęca do sięgnięcia po jego książki - ale przecież w końcu wypada to zrobić.)

    I pytanie właściwie na marginesie: czy w niektórych przypadkach tych "słynnych" nazwisk nie mamy po prostu do czynienia ze zwykłą modą?

    OdpowiedzUsuń
  5. Logosie, to rzeczywiście ciekawa sprawa z Pamukiem, którego mało kto lubi, a wszyscy czytają. Ja czytam bo lubię (choć tez dlatego, że sam opcha mi się łapy), przytoczona przez Ciebie moja krytyczna opinia odnosi się tylko do jednej jego powieści. A lubię bo facet dobrze pisze, zwłaszcza interesująco mu to wychodzi, gdy pisze o kulturach, przenikaniu się ich itp. W "Nowym życiu" przekombinował z fabułą i stąd moja negatywna opinia.

    Jeśli chodzi o Twoje drugie pytanie to myślę, że na pewno w niektórych przypadkach można o modzie mówić. Sama jej uległam sięgając po Murakamiego, zresztą bardzo szybko się w tym przypadku przekonałam, że to co modne nie znaczy wcale dobre.

    Moda na nazwiska panuje i głównego bohatera tego tematu też dotknęła. A czy ulegać? Uważam, że próbować nie zaszkodzi, ale czytać z czystego snobizmu coś co nas przerasta lub męczyć się nad marnością bo znane i wszyscy o tym mówią nie warto.

    P.S. Z czystego wścibstwa muszę zapytać - jaka siła Cię zmusza, żebyś nie spał o 4 rano? :)

    OdpowiedzUsuń