wtorek, 21 kwietnia 2020

Wiktoria Michałkiewicz, "Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie"

Debiutancki reportaż Wiktorii Michałkiewicz zapowiadał się bardzo interesująco - źródła nacjonalizmu w szwedzkim społeczeństwie, problem rosnącego poparcia dla nacjonalistycznych haseł, miejsce Innego we współczesnej Szwecji to bardzo ważne tematy, bo tak naprawdę dotyczą nie tylko tego kraju (choć oczywiście nie można ich przekładać zerojedynkowo). I choć książka jest ciekawa, zwróciła moją uwagę na kilka problemów, to jednak nie spełniła moich oczekiwań. Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie (Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 2020) to w zasadzie przyczynek do problemu, zarysowanie tematu, ale na pewno nie pogłębiona analiza.

Książka składa się z dwóch zasadniczych części. Pierwsza, historyczna, poświęcona jest rozwojowi badań nad teorią czystości rasy, stanowisku Szwecji podczas II wojny światowej czy też powojennym wypędzeniom ludzi wędrownych, niepasujących do wizji społeczeństwa. To także głosy osób, które otarły się w różny sposób o nazizm - i tu o ile ciekawy jest rozdział "Mama" o Folkem Schimanskim, prodemokratycznym działaczu, i jego siostrze, Verze Ordesson - ikonie szwedzkich nazistów, o tyle na przykład nie czuję potrzeby wstawiania tu relacji byłych więźniarek obozów zagłady - to odejście od tematu, zaburzenie rytmu tekstu, wprowadza lekki chaos.

Druga część, współczesna, to w przeważającej mierze opowieść o Szwedzkich Demokratach - nacjonalistycznej partii politycznej, zdobywającej w ostatnich latach coraz większe poparcie. Historia ugrupowania, zmiany programowe, rozmowy z członkami pokazują, jak w kraju, który uchodzi za tolerancyjny i demokratyczny, wpływa się na obywateli, by przeciągnąć ich na swoją stronę. Chodzi mi tu przede wszystkim o język, jakim posługują się politycy - wybielanie czarnego, rezygnacja ze skrajnie nacjonalistycznych haseł, bezpośrednio przywołujących wspomnienie nazizmu i szkodzących wizerunkowi partii. Bo nie ma już mowy o wyrzucaniu emigrantów, ale o "nakłanianiu do powrotu" (jakby to była jakaś różnica), o zakazie adopcji międzynarodowej, a o utrudnianiu "małżeństw mieszanych". "Szwecja przyjazna Szwedom" nie brzmi tak groźnie, prawda? Tylko że to stawia naród ponad obywatelami...

W tej części znalazły się też relacje imigrantów, którzy znów muszą się mierzyć ze strachem, przed którym uciekali, oraz tych, którzy w Szwecji budują nowe życie - wielka szkoda, że tych głosów jest tu tak mało.
W ogóle w książce brakuje mi głosów zwykłych obywateli, zarówno przeciwników, jak i zwolenników SD. Oczywiście takie się pojawiają, ale są bardzo nieliczne i na ich podstawie trudno sobie zbudować jakiś większy obraz. Bez tych głosów ta część jest bardziej opowieścią o partii politycznej i nie daje odpowiedzi, a jedynie je zarysowuje.

Kraj nie dla wszystkich nie jest złą książką, ale nie jest pozbawiona wad. Rozdziały i części różnią się sposobem zapisu, formą i choć rozumiem, czemu, to jednak powoduje to, że narracja jest dość chaotyczna. I niestety, autorka zbyt często odchodzi od głównego tematu książki, niby ten szwedzki nacjonalizm się tu pojawia, ale nie do końca. Bo opowieść o partii politycznej, to jednak nie jest obraz społeczeństwa.

Niemniej, jak już wspomniałam, jest to całkiem ciekawa książka, na pewno nie dla znawców tematu, ale dla kogoś, kto szuka przyczynku do problematyki oraz źródeł, do których może sięgnąć, by pogłębić wiedzę. I zawsze warto sięgnąć po treści zwracające uwagę na problem, jakim jest rosnące poparcie dla haseł, których głosiciele doprowadzili świat do niejednej tragedii. 
Wiem, że autorka pracuje nad kolejną książką i chętnie się przekonam, jak się rozwija, bo potencjał jest.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu. 

1 komentarz: